Jak wybijano monety i sztabki w Mennicy Warszawskiej
Przy bramie wejściowej można było zobaczyć wielką hałdę żużlów. Na środku podwórka szopa, w której w trzech wielkich piecach topiono srebro. Płynny metal trafiał następnie do wielkich skrzyń, w których znajdował się piasek formierski, „żelazem kutych, dwiema śrubami długimi ciągnionych”. Każdy z trzech pieców miał wielki miech drewniany ze skóry, zawieszany na łańcuchu, poruszany kieratem konnym. Piece opalano węglem drzewnym. Do wyposażenia odlewni, nazywanej także z niemiecka „szmelcownią”, należały dwa stoły, wielka szafa z zamkiem i kluczem, kowadło wielkie, wielki moździerz żelazny z tłuczkami, dwa wielkie młoty, jedna łopata do srebra, dziewięć żelaznych numerów do cechowania srebra, sześć łyżek do lania, łyżki do próbowania (pobierania prób kruszcu), dwie łyżki do zbierania szumowin, kocioł wielki miedziane, konewka do polewania piasku, cęgi, klaty, haki, grabie do węgli i jedna latarnia.
Oprac. na podstawie książki Władysława Terleckiego „Mennica Warszawska”.
Opis ten pozwala przedstawić XVIII-wieczny proces produkcyjny w mennicy. Srebro trafiało do zakładu głównie w formie starych monet, które następnie przetapiano w piecu. Płynny kruszec pracownicy zakładu czerpali łyżką, a następnie wlewali do form z piasku formierskiego. Kolejna czynność to odcięcie łbów ze sztabek oraz ich ocechowanie, a także ich rachowanie i zapisanie na specjalnej tablicy. Ale jak ze srebra w sztabkach powstawały monety?
Sztaby wędrowały do oficyny menniczej, gdzie znajdowały się dwie stekarnie, czyli walcownie. Walce rozgniatające sztaby na taśmy metalowe napędzane były przez osobny „młyn koński do ciągnienia miedzi”. Na wyposażeniu walcowni znajdowały się ponadto „ława do rychtowania walców, siedem maszyn do ciągnienia, z trzema kluczami stare, i pięć maszyn nowych, i durschschnitt do złota, a także do species-talarów na stle grubym, dobrze osadzonym i siedem do innych gatunków pieniędzy, 14 kluczy do durschschnittów, trzy maszynki kompletne do robienia obrączków na monetach, cztery walce, jedna waga, 17 łańcuchów do gluowania, dwoje drzwi żelaznych do pieców gluowych i dwa piece do gluowania, dwoje nożyc dużych i m.in. jedna kula drewniana żelazem kuta do szrutowania, cęgi wielkie, obciążniki, waga grzywnasta, stół do liczenia i dwie beczki do wody do chłodzenia.
Oprac. na podstawie książki Władysława Terleckiego „Mennica Warszawska”.
Opis narzędzi także w tym przypadku pozwala prześledzić proces produkcji monet, a nawet znaleźć analogie do obecnych technologii wytwarzania monet. Po rozwalcowaniu sztabki zamieniały się w długie srebrne taśmy, które przed dalszą obróbką gluowano w piecach, czyli wyżarzano (tę samą technikę stosuje się obecnie, ponieważ metale pod wpływem wysokiej temperatury stają się bardziej plastyczne). Taśmy wprowadzano do tzw. durschnittów, czyli wycinarek, które wycinały krążki monetarne o odpowiednich średnicach. Po zważeniu i ewentualnym doprowadzeniu wagi krążków do optymalnej wartości, myto je w roztworze kamienia winnego i polerowano na skórach cielęcych (obecnie krążki myje się w myjkach ultradźwiękowych, a poleruje w maszynach obrotowych z elementami polerskimi). Tak przygotowane półprodukty trafiały do tzw. pręg-izby, czyli tłoczni. Pręg-maszyny z żelaza kutego, a więc prasy mennicze, poruszano siłą ludzkich mięśni. Robotnicy poruszali pasami rzemiennymi śrubą, która uderzała z dużą siłą w stemple. Jeden ze stempli znajdował się nad, a drugi pod krążkiem monetarnym (tak samo jest obecnie).
Wybicie jednej monety trwało 5 sekund, podczas gdy dziś prasa monet obiegowych potrafi wybić 13 monet na sekundę.
Warto dodać, że maszyny z XVIII wieku potrafiły wybijać także trzecią stronę monety, czyli rant. Wspomniane w opisie species-talary to nic innego jak srebrne monety z napisem na rancie.




